Dzisiaj z niemałym zdziwieniem przeczytałem, że Francja w 2011 roku zwiększyła sprzedaż wina o około 10%.
Pomyślałem sobie, pewnie pozytywny skutek zaczynają odnosić zmiany w podejściu do marketingu jakie możemy zaobserwować od pewnego czasu w tym kraju.
Coraz częściej spotykamy etykiety wyglądające jakby żywcem wzięte z wielkiej Argentyńskiej czy Australijskiej winnicy. Coraz mniej jest niezrozumiałych dla nie-lokalnego konsumenta “Chateau” czy “Domaine”, a coraz więcej nazw regionów, szczepów czy obrazków innych niż naszkicowane ołówkiem pałace, zamki i inne włości. Następne kilka zdań rozwiało moje wątpliwości. Otóż, w zasadzie nie wzrósł wolumen sprzedaży, wzrosły – o zgrozo – ceny. I to właśnie o ten wzrost cen, wzrosła sprzedaż. Jak widać w przypadku wina, świetnie sprawdza się zasada, że w trudnych czasach najlepszym sposobem na zwiększenie sprzedaży jest podwyższenie cen. Podczas kiedy niemal cała Europa zaciska pasa, Amerykanie wychodzą dopiero z dołka z pomocną ręką przyszli Azjaci. I nie chodzi to o 100 mld euro, które Chiny chcą przeznaczyć na ratowanie tonącej w długach Europy, ale o kupowanie tutejszych produktów. Sprzedaż do Azji wzrosła o … 25%!!! Z jednej strony to wspaniale, że świat winiarski rośnie w siłę, z drugiej strony mój niepokój budzi fakt, że w kolejce po któreś z win z wielkiej piątki za chwile stanie o miliard ludzi więcej. A wtedy ciężko będzie się przebić na początek, mimo że z kolejkami w Polsce ze względów historycznych umiemy sobie radzić świetnie.
Archiwum dla ‘Ze świata’ kategoria
Kryzys a’la Francja
02-16-2012Madera
05-16-201112 maja odbyło się w Warszawie bardzo interesujące winiarskie seminarium. Ambasada Portugalii zaprosiła tych, którzy mają realny wpływ na świat winiarski w Polsce, na wykład o miejscu, które większość z nas kojarzy z urlopami albo Cristino Ronaldo. Chodzi o Maderę. Niewielka wysepka na Atlantyku, będąca w rzeczywistości wygasłym wulkanem jest siedliskiem bardzo interesującej winiarskiej kultury. Otóż, o winach z madery wielu słyszało, ale nie wielu z nas miało okazję ich naprawdę próbować. Mówię tutaj o porównaniu smaków i aromatów w różnych typach tego wina. Wybór w Polsce jest… jednym słowem… mizerny. Może po wczorajszym spotkaniu sytuacja się zmieni, przynajmniej taką mam nadzieję. Nie chciałbym tu zanudzać opisami kolejnych degustowanych przeze mnie win. Raczej zachęcić do sięgnięcia po butelkę lekko schłodzonej, wytrawnej (teoretycznie bo wino wytrawne tam ma tyle cukru co niemieckie wina słodkie) pachnącej rodzynkami i herbatą, madery lub oleistej słodkiej, pełnej kawowych i orzechowych nut wersji słodkiej.
Najciekawsze jednak w maderze jest to, że wino w zasadzie w potocznym rozumieniu można by uznać za zepsute. Tradycyjnie, był to trunek pijany na statkach podczas wypraw kolonizacyjnych i później handlowych pomiędzy kontynentami. Niekiedy takie podróże po bokach trójkąta Europa – Ameryka – Indie, trwały nawet 18 miesięcy. W tym czasie wino podgrzewało się na pod pokładem w szczególności gdy statek zbliżał się w okolice równika. Dzięki temu zyskiwało swój niepowtarzalny smak, jakby utlenienia. Dzisiaj oczywiście nikt specjalnie na statki madery nie pakuje a podgrzewanie jest procesem w pełni zaplanowanym i kontrolowanym. Niemniej jednak charakter wina pozostał ten sam. W procesie tym pomaga też nieco natura, kopanie piwnic na Maderze jest nie małym wyczynem w związku z czym wiele beczek spoczywa w domach na strychach, gdzie z oczywistych względów jest dość ciepło.
Zachęcam do sięgnięcia po butelkę bursztynowego płynu choćby z ciekawości, gwarantuje że choć na chwilę, czując smak w ustach, przeniesiemy się na zieloną wyspę i poczujemy się jak na urlopie.
Przepraszam za korek
04-18-2011Kwestia dziejowej zmiany jaką dokonuje się w tej chwili w temacie zamknięć winnych butelek jest chyba wystarczająco znana, nawet osobom nie pijącym wina na co dzień.
Piękny, ciosany, pachnący korek zastępowany jest plebejską, zimną i mało romantyczną w formie, zakrętką. O ile w Polsce tolerancja do zakręcanego wina (czy może lepiej napoju alkoholowego owocowego) w ramach naszej spuścizny historycznej jest całkiem spora o tyle Francuz czy Włoch zakrętkę przeklnie czy w najlepszym wypadku wykpi. Dlatego też niezbyt często producenci europejscy decydują się na zastosowanie takiego właśnie, coraz bardziej popularnego zamknięcia. Nie będę się tutaj rozpisywał na temat niewątpliwych zalet, czy to korków czy zakrętek, lecz chciałbym przytoczyć zabawną historię, jaka przytrafiła mi się w Nowej Zelandii. Otóż, tam gdzie woda spływając z umywalki wiruje w odwrotną stronę o winach myślą też nieco inaczej. Zaraz po wylądowaniu w Auckland udałem się do pobliskiego hotelowego sklepu z winami. Wybór ogromny, utrudniający wręcz decyzję, ale jakoś się udało. Trzy butelki spoczęły swobodnie w torbie, w tym jedna uroczo schłodzona, ociekająca maleńkimi kropelkami wody. Pakunek szybko wylądował w bagażniku samochodu, czekając na swój moment tego dnia. Wieczorem potwornie umordowany wróciłem do hotelowego pokoju. Jako że prowadziłem, w restauracji wina nie skosztowałem. Chęć zaspokojenia mojego pragnienia była rozmiarów mniej więcej Oceanu Spokojnego. Z nieskrywaną sympatią rzuciłem okiem na paczuszkę przed chwilą wyjętą z samochodu. Chwilę później zadrżałem. Jest 21.00 lokalnego czasu, wszystko pozamykane, mam trzy butelki wina, kieliszki (wcześniej sprawdziłem czy są w pokoju) ale o zgrozo, nie mam korkociągu… Trwoga… Serce zaczęło bić szybciej, mózg zaczął analizować wszystkie możliwości. Może recepcja, może ktoś z pokoju obok… Na kilka ułamków sekund mój wzrok spoczął ponownie na butelkach. Ulga, szczęście, niemal ekstaza – zakręcane są przecież nie zakorkowane…
Dwa tygodnie później odwiedziłem winnicę o znajomo brzmiącej nazwie George Michele. To nie ten, o którym mogliby czytelnicy w pierwszej chwili pomyśleć. To Francuz, robiący w Nowej Zelandii iście Francuskie w stylu wina. Godzina 9.30 rano, spieszę się na prom do Wellington, więc degustacja musi mieć tempo Usaina Bolta bijącego rekord świata. A ta przemiła Pani za kontuarem wyjmuje korkociąg i zamiast w ułamku sekundy wino otworzyć, męczy się z obcinaniem osłony termokurczliwej, wkręca spiralę. Korek się opiera. Nie spieszy się do opuszczenia butelki. A sekundy uciekają. I wtedy kobieta widząc moje zniecierpliwienie mówi:
“Przepraszam bardzo, że to tyle trwa, ale właściciel jest Francuzem i upiera się przy tradycyjnym zamknięciu. Przykro mi ale po prostu muszę mieć chwilę na otwarcie butelek”… Wtedy pomyślałem sobie. Droga Pani, jestem z Europy, tu się przeprasza za zakrętki…
Chorwacja
03-28-2011Chorwacja posiada dwa główne regiony upraw, 12 podregionów i 71 apelacji. 800 producentów uprawia 60 różnych odmian winogron z czego 3 główne to: Grasevina, Mavazia i Plavac Mali (co znacza mały niebieski i jest przodkiem Zinfandela). Te trzy odmiany zajmują 47% wszystkich upraw.
Wina chorwackie podzielone są według jakości na stolno, kvalitetno oraz vrhunsko. Wino stołowe może mieć jeszcze dodatkowe oznaczenie w postaci regionu geograficznego, z którego pochodzi. Stolno vino musi być przez 2, 3 lata kontrolowane zanim będzie mogło być kvalitetno. Na winach stołowych nie może być podana nazwa szczepu, z którego wino powstało, natomiast już kvalitetno i vrhunsko posiadają taki przywilej. Kvalitetno vino czasami sprzedawane jest w litrowych butelkach z kapslem, ale jest to, to samo winno co w butelkach 0,75 l. z korkiem. Vrhunsko wino powstaje z regionów, które państwo Chorwackie uznało za wyjątkowe i oficjalnie przyznało mu prawo produkcji wina najwyższej kategorii.
Co jest zaskakujące w winach z Chorwacji to ich fenomenalna świeżość i kwasowość zarówno w winach białych jak i czerwonych. Bardzo szkoda, że są tak rzadko dostępne w Polsce a niektórych z najlepszych można spróbować tylko na miejscu.
Kilku winiarzy, na których warto zwrócić uwagę:
Brecević Dimitri
Moreno Coronica
Ivica Matosevic
Bibich
Andro Tomić
Do zobaczenia w słonecznej Chorwacji.
Baron Eric de Rothschild
11-08-2010Magazyn Wine Enthusiast przyznał baronowi Eric de Rothschild nagrodę za całokształt twórczości.
Jego Château Lafite Rothschild jest najbardziej kolekcjonowanym winem na świecie. Chociaż rocznik 2009 wciąż jest niezabutelkowany to przyjdzie nam zapłacić za niego ogromne pieniądze. Największym wzięciem cieszy się oczywiście u Chińskich inwestorów co jest już normą. Azjaci lokują potężne środki finansowe w wino i traktują je jako pewnik do zarobienia jeszcze większych pieniędzy, ale są tacy, którzy wydają fortunę bo są po prostu hobbystami.
Rothschild wywodzi się z niemieckiej, żydowskiej rodziny, która zawsze związana była z bankowością i finansami. Jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie i właścicielem najsłynniejszych posiadłości winiarskich.
Święto wina, którego nie ma
09-30-2010Tak się złożyło, że miałem okazję być w Zielonej Górze podczas Święta Wina – imprezy bardzo szeroko reklamowanej w mediach z bogatymi tradycjami. Przewidując, że może być z tego naprawdę niezły festiwal i wiele polskich win do spróbowania postanowiłem od razu poszukać noclegu aby nie musieć wypluwać tego boskiego trunku. Okazało się jednak, że pojawił problem… i to bardzo duży. W całej Zielonej Górze nie było miejsc noclegowych. W informacji dowiedziałem się, że wszystko zostało w styczniu zarezerwowane!!! Oraz, że turyści nawet z Australii i Japonii specjalnie do nas w te dni przyjeżdżają. Niesamowite – pomyślałem sobie – jak bardzo jest to popularne święto i dlaczego mnie tu wcześniej nie było. Ja już wiem dlaczego. Byłem tu po raz pierwszy i póki co ostatni. Nie zwalam winy na pogodę, o nie! Jak jest dobre wino to i deszcz człowiekowi nie przeszkadza. No właśnie, ale gdzie to wino??? Nie tak to sobie wyobrażałem. Pierwsze co się rzuca w oczy to masa straganów z rupieciami i odpustowymi zabawkami. Drugie co się rzuca już nie w oczy tylko w nozdrza to unoszące się wszędzie zapachy kiełbas z grilla, kaszanek, kebabów i innych wynalazków. Ale gdzie jest do cholery wino??? Ooo, jest – lecę do rozstawionej budki z brezentu. Ale zaraz, co to ma być? Karton taniego malbeca z Argentyny, włożony do beczułki i polewany do wstrętnych, małych plastykowych kubeczków? Idę dalej i nic. Po prostu nic. Żadnego wina. Nic nie można spróbować. Nic nie można kupić. To jakaś kpina. I to ma być nasze największe święto winiarskie w Polsce? To jest zwykły festyn i nic więcej. Idę sobie nalać kieliszek porządnego rieslinga od Krojciga na uspokojenie nerwów
Kosztowne zakupy
08-31-2010Na lotnisku w Dubaju padł cenowy rekord zakupów dokonany przez indywidualnego pasażera. Klient tamtejszego sklepu winiarskiego Le Clos zostawił okrągłe 107 tysięcy dolarów za 8 butelek wina. Wśród nich Chateau Petrus z rocznika 1947 i 1961 a także butelka magnum z 1959.
Jestem ciekawy czy nabywca zapakował swoje nowe nabytki do podręcznego plecaczka i wniósł na pokład samolotu czy też wynajął opancerzony furgon do przewiezienia drogocennego trunku. Nie zagłębiając się w szczegóły jest to z całą pewnością oryginalne miejsce na zakupy.
Największy na świecie sklep z bordówkami
06-07-2010Właściciel Chateau Petrus, Jean Francois Moueix wraz z synem otworzyli największy na świecie sklep z winami pochodzącymi tylko z regionu Bordeaux. Sklep mieści się w Galerii Lafayette w centrum Paryża. Ten ekskluzywny butik na powierzchni 250 m2 mieści aż 12 tysięcy butelek. Ceny zaczynają się od 3,90 euro za podstawowe Bordeaux do 20,000 za Chateau Mouton Rothschild rocznik 1945.
Cenowy rekord
04-06-2010Azjatycki kolekcjoner ustanowił nowy rekord cenowy kupując 6 litrową butelkę Chateau Petrus, rocznik 1982 za niebagatelną kwotę 45,000 funtów. Potwierdza to, że wina z Bordeaux nadal cieszą się niesłabnącą popularnością.
Jeśli chcielibyśmy wypić jeden kieliszek tego wina musielibyśmy zapłacić prawie pięć tysięcy złotych !!!
Pozostawię to bez komentarza…












