Archiwum dla 03 2010

Capellania 2004 Reserva, Marques de Murrieta

03-21-2010

W ostatni piątek, 19 marca, w hotelu Jan III Sobieski w Warszawie odbył się doroczny festiwal win firmy Wine4You.

Do stolicy zjechali przedstawiciele winnic z całego świata. Portfolio tego importera jest mi dość dobrze znane toteż byłem ciekaw czy pojawią się jakieś nowe etykiety.

Po przybyciu na miejsce szybki rzut okiem na stoły i hmmm…to już wszystko kiedyś było, pomyślałem sobie. Ale nic. Nie poddaje się. Pierwsze okrążenie i runda z białymi winami. Sauvignon Blanc od Livio Fellugi bardzo zacne, piękny owoc podparty idealną kwasowością, Gavi di Gavi od Batasiolo lekkie, rześkie, idealne na panujący gorąc w sali, na deser  Sauternes Mascaron Ginestet 2006, prawdziwa bomba, nos wyjątkowo ciężki, gryczany miód, w ustach przekrój wszystkich możliwych tropikalnych owoców. Po tych atrakcjach tempo akcji jakby trochę siadło i gdy myślałem, że nic mnie już ciekawego nie spotka dotarłem do stolika hiszpańskiego gwiazdora – Marquesa de Murrieta. Bodega z ogromnymi tradycjami i słynnymi winami Dalmau i Castillo Ygay Reserva Especial. Tym razem jednak chciałbym skoncentrować się na czymś co wprawiło mnie i nie tylko w niemałe zdziwienie. Tym czymś jest białe wino Capellania 2004 Reserva. Zrobione jest w 100% ze szczepu Viura, który to powiedzmy sobie szczerze zawsze traktowany był trochę z boku. To co udało się “wyczarować” winemakerowi z tych gron jest naprawę niesamowite. Wino pachnie bardzo uwodzicielsko, słodko, zwiewnie, tajemniczo ale najlepsze zaczyna się po pierwszym łyku. Zarówno mi jak i kilku osobom stojących obok mnie oczy zrobiły się troszkę większe i zdawałoby się, że każdy zadaje sobie to samo pytanie: “Co to jest???” Zresztą sam przedstawiciel winnicy z rozbrajającą szczerością przyznał iż nie jest w stanie określić wszystkich elementów, które tu występują. Dawno nie piłem takiego białego wina i dawno nie miałem takiego problemu z określeniem co ja tak właściwie czuję. Wino jest po prostu fenomenalne: starzone jest 19 miesięcy w dębie, kolor słomkowy, bardzo wyraźne aromaty beczki i owoców, na podniebieniu kandyzowana skórka pomarańczy, morele, orzechy, miód, fantastyczny, długi finisz. Naprawdę ciężko się oderwać od kieliszka.

Dodam, że wino zdobyło dwukrotnie srebrny medal przyznany przez Decantera i International Wine Challenge.

Miłośnik chardonnay

03-16-2010

Ja bynajmniej za takiego się nie uważam. Nie powiem, kilka dobrych butelek skosztowałem w swoim życiu, ale raczej tych w wydaniu klasycznym niż nowoświatowym. Pamiętam te pierwsze podchody, ten romans z beczką, z tymi rubensowskimi kształtami. Ale kiedy to było…

Od czasu do czasu trafiają się jednak pozycje, które potrafią zaskoczyć jak choćby fantastyczna butelka od węgierskiego producenta Konyari. I to w jakiej cenie!!! Za 25-30 zł mamy istną eksplozję aromatów. Słodkie nuty tropikalnych owoców mieszają się z mineralną czystością. Wino kompletnie nie podobne do chardonnay a jednak.

Od czasu do czasu trafiają się także miłośnicy chardonnay. Jak pewien jegomość, który jest mi dobrze znany z imprez branżowych. Jegomość trzeba dodać – miłośnik, koneser. A w szczególności miłośnik bo jak go tak nie nazwać kiedy całą swoją miłość przelewa na butelki twierdząc, że jedni kolekcjonują kobiety a on wino. No cóż….

Ale on nie tylko przelewa, ale również wylewa, nie za kołnierz naturalnie. Ja rozumiem, że może komuś smakować Amphorae chardonnay bo sam jestem fanem tej izraelskiej pozycji, ale żeby tak całą butelkę wypić na dwa, duże Schott’owskie kieliszki? I to w 10 min? I to za 120 zł? Normalnie miłośnik…