Archiwum dla ‘Z przymrużeniem oka’ kategoria

Leje się kultura

08-11-2010

W końcu coś drgnęło, coś się ruszyło na tym wiślanym pustkowiu. Nie do pomyślenia jest aby w każdej innej stolicy europejskiej takie miejsce jakim jest deptak wzdłuż rzeki było zupełnie nie wykorzystane. Ale pojawiło się światełko w tunelu.

Można się napić!!! Wina się napić. Pod chmurką. I to dobrego, niszowego, nie takiego co to na każdej stacji benzynowej można kupić albo takiego co to u nas na rynku niedługo będzie obchodziło 15-lecie swojego istnienia. Lista win jest dobrana świetnie, oryginalne pozycje, kieliszek zimnego prosecco w upalny wieczór, hmmm…pyszne!!! Wszystko to z zamiłowania i pasji do wina, które sympatyczna obsługa próbuje przelać na spacerujących tubylców i przyjezdnych.

Jeśli dodać do tego, że w miejscu owym odbywają się różnorakiej maści koncerty i wydarzenia kulturalne to mamy bardzo ciekawy punkt na mapie Warszawy.

Że nie napisałem do tej pory gdzie ta oaza się znajduje? I nie napiszę. Zachęcam do spaceru a na pewno znajdziecie.

Do zobaczenia w ….;)

Ten co “jest tani” i tam gdzie “niskie ceny”

04-15-2010

Drodzy Państwo,

nie tak dawno temu mieliśmy okazję poprowadzić niecodzienną degustację. Na życzenie klienta w pojedynku “w ciemno” miały stanąć naprzeciw siebie czerwone, wytrawne wina ze sklepów tego, który “jest tani” i z tej gdzie są “niskie ceny”. Żeby sprawę bardziej skomplikować w szranki ruszyły także wina zaproponowane przez nas. Kryteria – najdroższe jakie uda nam się kupić, po trzy sztuki, a od nas coś co będzie nawiązywało tematycznie. Ot, żeby była rywalizacja.

Udaliśmy się na łowy i okazało się, że najdroższe jakie znaleźliśmy kosztowało 19,99. Mieliśmy lekki problem aby dobrać odpowiednie produkty z naszej piwniczki ponieważ nie robimy prezentacji na produktach w tak “atrakcyjnej cenie”. W końcu się udało i z kilkoma kartonami win niskobudżetowych ruszyliśmy na event.

Po przybyciu na miejsce okazało się, że klient dla, którego mieliśmy przeprowadzić degustację to w rzeczywistości właściciel jednego z tych sklepów, gdzie codziennie są niskie ceny. Zadanie niby proste. Wyłonić najlepsze wino w ślepej degustacji. Kieliszki poszły w ruch… Zespoły degustatorów ostro zabrały się do pracy oglądając, wąchając i siorbając.

…and the winner is:

Wyniki może nie były zaskoczeniem bo na pierwszych miejscach uplasowały się wina z naszej rekomendacji, ale w ścisłej czołówce znalazły się również te od tych co to ziemniaki sprzedają na worki ;) . Długo dyskutowałem z kolegą z firmy nad jakością tych win i naprawdę byliśmy pełni podziwu bo walczyły godnie. Jednym z nich była świetna Rjoja w wersji Crianza z 2005 roku. Wino uczciwe, nie udające kogoś kim nie jest, proste, ale smaczne. Do codziennego obiadu w sam raz. Na początku może troszkę przeszkadzać alkohol, ale podane w odpowiedniej temperaturze skutecznie go maskuje. Sprawdzi się na pewno, gdy organizujemy przyjęcie a wiemy, że nie ma sensu inwestować w drogie etykiety bo i tak goście nie docenią ;) . Bez wstydu.

Salute!

Miłośnik chardonnay

03-16-2010

Ja bynajmniej za takiego się nie uważam. Nie powiem, kilka dobrych butelek skosztowałem w swoim życiu, ale raczej tych w wydaniu klasycznym niż nowoświatowym. Pamiętam te pierwsze podchody, ten romans z beczką, z tymi rubensowskimi kształtami. Ale kiedy to było…

Od czasu do czasu trafiają się jednak pozycje, które potrafią zaskoczyć jak choćby fantastyczna butelka od węgierskiego producenta Konyari. I to w jakiej cenie!!! Za 25-30 zł mamy istną eksplozję aromatów. Słodkie nuty tropikalnych owoców mieszają się z mineralną czystością. Wino kompletnie nie podobne do chardonnay a jednak.

Od czasu do czasu trafiają się także miłośnicy chardonnay. Jak pewien jegomość, który jest mi dobrze znany z imprez branżowych. Jegomość trzeba dodać – miłośnik, koneser. A w szczególności miłośnik bo jak go tak nie nazwać kiedy całą swoją miłość przelewa na butelki twierdząc, że jedni kolekcjonują kobiety a on wino. No cóż….

Ale on nie tylko przelewa, ale również wylewa, nie za kołnierz naturalnie. Ja rozumiem, że może komuś smakować Amphorae chardonnay bo sam jestem fanem tej izraelskiej pozycji, ale żeby tak całą butelkę wypić na dwa, duże Schott’owskie kieliszki? I to w 10 min? I to za 120 zł? Normalnie miłośnik…